Przejdź do głównej zawartości

Zakład Dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów Zofiówka w Otwocku


Szpital i sanatorium zostały uruchomione w 1908 roku. 
Jestem w stanie wyobrazić sobie, że było to przepiękne miejsce - ogromny teren z wcale nie dużymi budynkami, nawet nie otoczony otwockimi lasami lecz w samym lesie. Dla osób cierpiących na schorzenia nerwowe i psychiczne takie umiejscowienie obiektu wydaje się wręcz doskonałe. 
Niezamożnych Żydów leczono tam bezpłatnie. W 1935 roku znajdowało się w nim 275 łóżek.
Warto wspomnieć, że zaledwie osiem lat przed powstaniem Zofiówki [nazwa od imienia fundatorki Zofii Endelmanowej] powstał w Europie pierwszy zakład tego typu [w Zehlendorf pod Berlinem], otwocki szpital był więc dość innowacyjnym obiektem.
Jego ideą było wyleczenie chorych do tego stopnia, aby ponownie mogli współistnieć w społeczeństwie, głównie dzięki pracy - bo na tym opierała się terapia. Dzisiaj to oczywiste, na początku XX wieku było to jednak dość wyjątkowe.
W Otwocku znajduje się także żydowski cmentarz, a nagrobki sugerują, że Otwock odwiedzali Żydzi z Nowego Jorku czy Odessy - czy byli pacjentami tego szpitala czy innych sanatoriów - tego nie wiem.






I to na tyle pozytywnej historii tego miejsca.
Finansowany był z pieniędzy rodzin chorych lub gmin, z których pochodzili - lata poprzedzające wojnę i sama wojna dość mocno uderzyła w żydowskie majątki, a na pewno w swobodny przepływ pieniędzy.
W Otwocku utworzono drugie co do wielkości w dystrykcie warszawskim getto, a szpital oczywiście znalazł się w jego obrębie. Zapanował głód, a warunki raczej łatwo sobie wyobrazić.
W 1941 roku leczono [to raczej złe słowo, zważając na fakt, że głód i beznadziejne warunki nie mogą pomóc w leczeniu psychicznie chorych, a śmiem podejrzewać, że traktowanie przebywających tam osób także odbiegało od norm]  w Zofiówce 350 pacjentów, a nie przypuszczam, żeby nazistowski lekarz Jost Walbum, który był wówczas zarządcą szpitala, jakoś specjalnie przejmował się dokupieniem łóżek.
Powszechnie jest nam znany termin Holocaust - wcześniej jednak na terenie Niemiec i okupowanej Europy zaistniał inny "program" - Aktion T4 - mający na celu wyeliminowanie złych genów i oczyszczenie rasy, poprzez zlikwidowanie psychicznie chorych. Tak w Otwocku zginęło 110 osób [ w trakcie Aktion T4 w poszczególnych miejscach zagłady ginęło od 100 osób do 18 000] - resztę pacjentów wywieziono m.in. do Treblinki. 
Podczas likwidacji szpitala zginęła matka Juliana Tuwima - Adela Tuwim.
W 1943 roku powstał tu ośrodek Lebensborn - była to instytucja mająca na celu "hodowlę nordyckiej rasy nadludzi" - jak to ujęła Wikipedia. Lebensborny działały w całej okupowanej Europie, polskie [w tym oczywiście otwockie] prowadziły także działania mające na celu germanizację polskich dzieci oraz przygotowywanie ich do adopcji przez niemieckie rodziny.
Po wojnie podobno [nie znalazłam pewnego źródła] natrafiono na mogiłę pomordowanych Żydów na terenie kompleksu.
W budynkach szpitala utworzono zakład leczący gruźlicę, zlikwidowany w 1985 roku. Wtedy Zofiówka zaczęła przyjmować dzieci ze schorzeniami neuropsychiatrycznymi. W 1998 roku przestała mieć jakiekolwiek przeznaczenie, może poza byciem poligonem dla ASG i paintballu, oraz bezdomnych, których można spotkać w piwnicy szpitala.





















Opuszczone miejsca fascynują tym bardziej im są bardziej tajemnicze - Zofiówka tajemnicy nie skrywa żadnej - wiadomo o niej wszystko - daty, nazwiska, liczby. Przy okazji ilość "zwiedzających", co skutkuje ogromną ilością zdjęć w internecie, obdziera ją z tajemniczości zupełnie. Ma ona jednak tak niewyobrażalnie tragiczną historię, że chodzenie po niej działa na psychikę. Jeżeli jednak tłum spacerowiczów, paintballowe farby na ścianach powodują, że niczego nie odczuwacie, polecam wejść do piwnicy, która ciągnie się pod całym głównym budynkiem. Ja uciekłam tuż po wejściu do drugiego pomieszczenia, w którym zupełnie nieoczekiwanie zaczęło mi się wizualizować wszystko co się tutaj wydarzyło.







2 komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opuszczony szpital dziecięcy OMEGA. Jerozolimskie 57

Aleje Jerozolimskie 57 to wyjątkowy adres na mapie Warszawy.
Kamienica wybudowana w 1912 roku wg projektu Artura Gurneya, przez ponad 40 lat mieściła urazowy szpital dziecięcy zwany Omegą. W listopadzie 2003 roku ostatni biały personel został zwolniony.
Kilka lat stała pusta, żeby w końcu przejęli ją artyści. Wnętrza po salach operacyjnych i pokojach szpitalnych, zamieniły się w pracownie - architektów, fryzjerów, projektantów i fotografów.




Plakaty PRL dobrem całego Narodu.

Propaganda Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej to bardzo ważny aspekt tego systemu, zaś najważniejsza rola w jej szerzeniu należy bezsprzecznie do plakatu. Jest on sam w sobie dziedziną sztuki, a plakat peerelowski to chyba jeden z ciekawszych rodzajów tejże sztuki.  Można go podzielić na wiele kategorii, ja przedstawię te - z mojego punktu widzenia - najbardziej warte uwagi.

1. Nawołujące społeczeństwo do wzmożonej pracy na rzecz uprzemysławiania kraju w ramach kolejnych planów i przekraczania norm.


Moda w PRL.

Wyobraźmy sobie: nie ma H&M, galerii handlowych, outletów, nawet lumpeksów! Blogów szafiarskich, allegro [w ogóle nie ma internetu, umówmy się], Fashion TV [w ogóle nie ma telewizji, umówmy się], kolorowych pism kobiecych poza Przyjaciółką. Jest jednak Łucznik [maszyna do szycia dla niewtajemniczonych]. Cóż z tego jednak skoro nie ma zbyt dużego wyboru tkanin?
Tak było jeszcze 20 lat temu. I ktoś może się w tym miejscu pokusić o refleksję, że moda nie miała znaczenia, bo ludzie martwili się raczej brakiem wolności i mięsa. Jestem jednak kobietą i nikt mi tego nie wmówi :) A zdjęcia utwierdzają mnie w przekonaniu, że jakimś cudem w tamtej "epoce" nasi rodzice ubierali się... różnorodnie.
Przez to, że o ciuch łatwo nie było, widać w tych strojach wyobraźnię i kreatywność.

Moda PRL to kapelusze:



Intensywne kolory [tylko dobrych zdjęć pokazujących tę intensywność brakuje]: