Przejdź do głównej zawartości

[Nie]eksponat.


Zimno jest to mnie naszło na muzea. Warszawa to nie Amsterdam [42 muzea], jednak instytucje gromadzące i badające przedmioty o wartości historycznej lub artystycznej [Wikipedia jak zawsze trafnie zdefiniowała termin] mamy na poziomie.
Wybrałam się do Muzeum Techniki znajdującego się w Pałacu Kultury. Kilka tygodni wcześniej zwiedziłam Centrum Kopernika. Trudno porównać interaktywne centrum do muzeum z czasów PRL, zapewniam jednak, że dla dorosłych muzeum jest naprawdę ciekawsze. Do tego tańsze, mniej tłoczne i nie trzeba stać 30 minut w kolejce na silnym mrozie. Najlepiej zwiedzić obydwa, obowiązkowo z dziećmi [jak ktoś ma]- niech zobaczą, że komputer był kiedyś większy od szafy. W sumie młodzieży też nie zaszkodzi.
Trudno zrobić zdjęcia w MT, gdyż jak w innych tego typu obiektach, chciałoby się sfotografować wszystko - a projektant wiedział co robi - napięcie narasta i na samym końcu jest najciekawiej.
Na drodze mojej i osoby mi towarzyszącej stanął jednak obiekt, który eksponatem nie był [co jakby nie dziwi bo to nie muzeum wzornictwa przemysłowego], lecz powtarzającym się elementem wystroju wnętrza. Zdjęcie zrobić wypadało.



Doskonały wręcz. Jestem pewna, że na jakiejś wystawie nazwanej z francuska "Fauteuil dans le musée" zrobiłby wrażenie.
Znaleźliśmy też w muzeum przykład przyjemnej typografii, na tabliczce zamieszczonej - jak widać - na fotoplastikonie.


Bardzo polecam warszawskie muzea, nie tylko w Noc Muzeów - bo choć to fajna akcja - to zatłoczona bardzo. Te ciekawsze warto więc odwiedzić w dzień.
Jak napisałam tak zrobię, wybieram się jutro na porządny muzeing. Wy też tak zróbcie.
1 komentarz

Popularne posty z tego bloga

Opuszczony szpital dziecięcy OMEGA. Jerozolimskie 57

Aleje Jerozolimskie 57 to wyjątkowy adres na mapie Warszawy.
Kamienica wybudowana w 1912 roku wg projektu Artura Gurneya, przez ponad 40 lat mieściła urazowy szpital dziecięcy zwany Omegą. W listopadzie 2003 roku ostatni biały personel został zwolniony.
Kilka lat stała pusta, żeby w końcu przejęli ją artyści. Wnętrza po salach operacyjnych i pokojach szpitalnych, zamieniły się w pracownie - architektów, fryzjerów, projektantów i fotografów.




Plakaty PRL dobrem całego Narodu.

Propaganda Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej to bardzo ważny aspekt tego systemu, zaś najważniejsza rola w jej szerzeniu należy bezsprzecznie do plakatu. Jest on sam w sobie dziedziną sztuki, a plakat peerelowski to chyba jeden z ciekawszych rodzajów tejże sztuki.  Można go podzielić na wiele kategorii, ja przedstawię te - z mojego punktu widzenia - najbardziej warte uwagi.

1. Nawołujące społeczeństwo do wzmożonej pracy na rzecz uprzemysławiania kraju w ramach kolejnych planów i przekraczania norm.


Moda w PRL.

Wyobraźmy sobie: nie ma H&M, galerii handlowych, outletów, nawet lumpeksów! Blogów szafiarskich, allegro [w ogóle nie ma internetu, umówmy się], Fashion TV [w ogóle nie ma telewizji, umówmy się], kolorowych pism kobiecych poza Przyjaciółką. Jest jednak Łucznik [maszyna do szycia dla niewtajemniczonych]. Cóż z tego jednak skoro nie ma zbyt dużego wyboru tkanin?
Tak było jeszcze 20 lat temu. I ktoś może się w tym miejscu pokusić o refleksję, że moda nie miała znaczenia, bo ludzie martwili się raczej brakiem wolności i mięsa. Jestem jednak kobietą i nikt mi tego nie wmówi :) A zdjęcia utwierdzają mnie w przekonaniu, że jakimś cudem w tamtej "epoce" nasi rodzice ubierali się... różnorodnie.
Przez to, że o ciuch łatwo nie było, widać w tych strojach wyobraźnię i kreatywność.

Moda PRL to kapelusze:



Intensywne kolory [tylko dobrych zdjęć pokazujących tę intensywność brakuje]: