20110325

Pchli Targ - czyli jak zwiedzać miasta w Polsce, Europie i na świecie.

[Post będzie edytowalny - będę dokładać do niego kolejne pchle targi, o czym na bieżąco będę informować na fejsbukowym fanpejdżu].

Pod koniec XVII wieku, który do najczystszych nie należał, na przedmieściach Paryża - w Saint Ouen - istniał bazar o wdzięcznej nazwie Marché  aux puces, czyli bazar z pchłami. Nazwa mogła pochodzić z panującego brudu, który pasł pchły [a w takim miejscu jak bazar musiało ich być bardzo dużo], bądź od handlujących ludzi, którzy poruszając się energicznie trochę przypominają pchły.
Każdy z nas chce przywieźć pamiątki z odwiedzonego miejsca, wszytko jedno czy dla siebie czy dla innych, a narodowe suweniry to dość drażliwy temat - są fatalne. Sposobem na oryginalne, prawdziwe pamiątki z miejsca, w którym jesteśmy jest właśnie pchli targ - sprzedaje się tam wszystko, a dokładniej wszystko co miejscowa ludność ma ochotę sprzedać, najczęściej ze swoich własnych domów. I tak w swoim domu posiadam starą Czerwoną Książeczkę Mao z Chin [od siostry, nie było mnie tam jeszcze], piękne lusterko w drewnianej ramce z Kazimierza Dolnego, masę rzeczy [typu puszka na kawę, drewniana skrzyneczka, podstawka pod garnek etc.] ze Szwecji, plakat na płycie pilśniowej z piosenkarką Fado z jej autografem z Portugalii. A do tego rzecz bezcenną - wiele rozmów i negocjacji ze sprzedającymi, którzy zazwyczaj są bardzo interesującymi starszymi osobami, porozumiewającymi się wyłącznie w swoim języku [poza Skandynawami :)].
Wszędzie właściwie można dostać to samo: żyrandole, stare pocztówki, bibeloty, meble, używane książki, czasopisma, szkło, porcelanę, używany sprzęt elektroniczny etc., naturalnie są to rzeczy niepowtarzalne, a często dostępne wyłącznie w danym mieście bądź kraju.
Zacznę od Polski, żeby nie było, że "Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie" jak pisał Wincenty Pol.

Warszawa, Koło
ul. Obozowa, róg ulicy Ciołka.
Czynny w każdą niedzielę od 7 do 13.

fot.: PAP, źródło: TVP

Chyba najsławniejszy pchli targ w Polsce.
Poza wszystkim naprawdę piękne puszki na herbatę, które niestety kilka lat temu bardzo podrożały, kiedy sprzedający odkryli, że jedna pani ze sklepu z kawą i herbatą na Nowym Świecie, urządza sobie tymi puszkami wnętrze lokalu.



Warszawa Olimpia
stadion klubu sportowego Olimpia Warszawa,
róg ulicy Górczewskiej i Prymasa Tysiąclecia.
Czynny w niedziele, zapewne rano.

To nie jest typowy pchli targ. Jest tam naprawdę wszystko - od jedzenia po nowe meble - jest jednak wydzielone miejsce [od Prymasa Tysiąclecia] na rzeczy przyniesione z domu. Maurycy Gomulicki [artysta warszawski, a także meksykański] swojego czasu zakochany był niezmiernie w tym bazarze, nazywając go "swoją lochą kochaną" i wygrzebując na nim stare radzieckie zabawki.

Kraków, Kazimierz
Plac Nowy, niedzielne poranki.

Koło Okrąglaka, który w istocie jest halą targową, na Placu Nowym przez cały tydzień rozstawiają się stragany z ciuchami, owocami, warzywami i najróżniejszymi rzeczami, za to w niedziele przed południem odbywa się pchli targ. Plac Nowy skądinąd znany jest w całej Polsce z Festiwalu Zupy.

Kazimierz Dolny, Mały Rynek
od piątku do niedzieli.

Na targu w Kazimierzu byłam 10 lat temu. Wspominam to miejsce jako pełne pięknych starych pamiątek, albo nowych rzeczy typu hand made. Obecnie sąsiedzi bazaru oraz sklepikarze narzekają na ogromny bałagan, brak toalet itd. No tyle, że ja nie widziałam nigdy toalet na pchlich targach. Bo wracając do genezy nazwy, cóż... każdy tak wygląda.
W Kazimierzu jednak więcej mamy chińskich koszulek i innych typowych bazarowych rzeczy, niż poszukiwanych przez nas staroci. Myślę jednak, że i tak warto, bo zawsze można coś wygrzebać.

Szwecja Loppis
Wszędzie - w miastach oraz na wsiach, codziennie, godziny w granicach rozsądku.



Nie byłam w żadnym loppis w mieście, ale uwielbiam te w gospodarstwach. Przy drodze zawsze jest drogowskaz "Loppis", a w stodole, lub na podwórku totalna graciarnia ze wszystkim, co właściciele nazbierali przez lata. Telefony, adaptery, meble, puszki po kawie, winylowe płyty, sztućce, porcelana - naprawdę wszystko, w dodatku za grosze [co w dość drogiej Szwecji, biorąc pod uwagę zasobność naszych portfeli, ma ogromne znaczenie]. Zdarza się też, że w stodole wszystko jest wycenione i stoi puszka na pieniądze, za to zamiast właściciela zeszyt na wpisy. Tego akurat nie lubię [choć przyznaję ciekawe zjawisko], ponieważ w Szwecji nie ma problemu żeby porozmawiać po angielsku, nawet jeżeli spotykamy starszego człowieka w Skanii [taki szwedzki Texas].

źródło: http://pl.tixik.com/image-220667.htm

Portugalia, Lizbona, Feira da Ladra
Alfama, Campo de Santa Clara, wtorki do 14 i soboty cały dzień.

Feira de Ladra znaczy Targ Złodziei. Najpierw sprawdźcie na planie jak dojść, albo zróbcie tak jak ja z koleżankami - pójdźcie na żywioł przez Alfamę. Może tak jak my, zabłądzicie w slamsach, najecie się strachu, ale zapewniam, że nie ma lepszego sposobu aby poczuć klimat tej najstarszej dzielnicy Lizbony. Trochę się bałam, ale przyznam, że było to moje najintensywniejsze doznanie w Portugalii.
Na targu są perfumy wątpliwego pochodzenia, kolczyki takie jak wszędzie, materiały, ubrania, ale też stare zdjęcia na których widać prawdziwą Lizbonę, stare papierośnice,  gazety, a także prawdziwe [nie sztuczne magnesy, które istnieją w Portugalii jako pamiątki] azulejos sprzedawane na sztuki po 5 - 10 €. Jeżeli uda nam się dogadać w jakiś magiczny sposób, możemy próbować negocjować ;)

fot.: Ola Dzika



Paryż, Brocantes
rue de Marché Popincourt, stacja metra Oberkampf, XI dzielnica

Jedna z gorszych dzielnic Paryża, ale warto bo można kupić naprawdę niezwykłe skarby. Ubrania z połowy XX wieku, gazety z XIX wieku, stare pocztówki, francuska porcelana plus wszystko to co wszędzie, tyle że  francuskie.

Chiny, Chengdu, prowincja Syczuan
siostra podejrzewa, że jest otwarte codziennie, ale nie do końca pamięta gdzie dokładnie w Chengdu się znajduje, a google nie wiedzą. Ale jest.

Na chińskich pchlich targach, naturalnie można znaleźć wszystko, ale to wszystko diametralnie różni się się od europejskiego wszystkiego. Pałeczki, porcelanowe figurki, naczynia, stare gazety... Niby to samo co u nas, ale ma zupełnie inny charakter. I oczywiście wszędzie Mao.

fot.: Sylwia Brzychcy

Chiny, Pekin
"za Zakazanym Miastem, jest Plac Tiananmen, a za placem handlowa dzielnica. W bok są hutongi [takie niby chińskie slamsy], no i targ staroci jest w tych hutongach" - mniej więcej tam, prawdopodobnie codziennie.

To samo co w Chengdu, ale to właśnie tutaj siostra zakupiła mi "Little Red Book" - "Czerwoną Książeczkę Mao" - "Cytaty z Przewodniczącego Mao", wydawaną od 1964 roku w formacie A6, aby każdy Chińczyk mógł ją mieć cały czas przy sobie. Wtedy została wydana w języku niemieckim, a nawet w polskim,  podobno obecnie wydaje się ją po angielsku w wersji dla turystów. Ja, dzięki siostrze i targu staroci w Pekinie, mam oryginał z chińską czcionką - chyba mój największy skarb - a posiadam podręczniki do historii z XIX wieku ;)

Chiny, Tianjin, guwan shichang
codziennie.

To samo co w Pekinie i Chengdu, tyle że max. Guwan shichang to prawdziwy "market z antykami", a przy okazji chyba największy targ staroci w Chinach.

źródło


USA, Orcas Island, stan Washington, The Exchange
Od piątku do niedzieli w godzinach 10 - 16. W lesie.

Była tam Iza. Prowadzone w lesie przez hipisów, polega na bezgotówkowej wymianie rzeczy, ale można też kupić coś za grosze, jeżeli nam się spodoba. Prawdziwy pchli targ. W dodatku jako jedyny jaki znam posiada własnego fan pejdża.

źródło

CDN.

Przy całym moim uwielbieniu dla pchlich targów, jestem świadoma, że ceny często są zawyżone [poza Exchange]. Możemy tam jednak znaleźć rzeczy wyjątkowe, niezwykłe i niepowtarzalne, a także porozmawiać z miejscową ludnością, co bez takiego handlu wcale nie jest proste. Miejscową ludnością jest zazwyczaj starszyzna, która zdecydowanie wie więcej na temat miasta i kraju, w którym się znajdujemy, niż najlepszy przewodnik.



2 komentarze:

Agnieszka pisze...

Ja byłam na "car boot sale" w Anglii, pod Bournemouth. A, że byłam w tym miescie 3 miesiące więc jak tylko raz się wybrałam ze znajomymi, to już co tydzień jeździliśmy na owy targ. I za każdym razem wynajdowaliśmy różne ciekawe przedmioty. M.in. był tam do sprzedania czołg, co mnie bardzo zaskoczyło i zastanawiałam się jak go tam dotransportowali. Co prawda nie kupiłam tego czołgu, ale zdjęcie na pamiątkę zrobilismy:)
Żeby tam dojechać trzeba było naprawdę nie lada umiejętności i wiedzy. Wiedzieli o nim tylko miejscowi, prawdopodobnie mieszkańcy najbliżej znajdujących się miast. My turyści dowiedzieliśmy się od znajomego i to on pokazał nam drogę przez jakieś lasy.

yo.niec pisze...

Takie są najlepsze :) Bo te oblężone przez turystów mają straszne ceny [jak w Lizbonie]. Dzięki :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...