20101029

Halloween - post numer 100.

Nie będę pisać o komercji, kontrowersjach, że to nie wypada, że pogański obyczaj w wigilię rzymskokatolickiego święta, że dzieci nam głupieją i nie będą szanować zmarłych... Napiszę czym jest Halloween tak naprawdę.

digital-photography-school.com

Zabawna historia - żeby trafić do Europy tradycja ta, musiała się wydostać z Irlandii [w której dzień ten jest świętem państwowym] w głowach imigrantów do Stanów Zjednoczonych, które sprzedały ją Europie, poprzez seriale i filmy, jako swoją. Klasyka marketingu. I bardzo dobrze, bo w tradycji wszystkich świąt i obrzędów, ten jest jednym z ciekawszych.
Halloween, a raczej All Hallows' Eve, pochodzi od celtyckiego święta Samhain, obchodzonego w nocy z 31 października na 1 listopada - wg kalendarza celtyckiego wyznaczało ono początek nowego roku. Jednak ta noc nie należała ani do starego ani do nowego roku, była wolna od czasu, magiczna... Była to też noc wolna od śmierci, w którą wpuszczano do świata żywych siły chaosu. Duchy zmarłych i osób jeszcze nie narodzonych, przez tę jedną noc istniały w symbiozie z żyjącymi, a na ich cześć przygotowano jedzenie i rozrywki. I to jest właśnie istota późniejszego i dzisiejszego Halloween.
Obecnie w ten dzień, dzieci przebierają się za duchy, wampiry, demony i czarownice, chodzą po domach zbierając cukierki i słodycze, a jak nie... to psikus!

źródło: hdmax.pl

Nie do końca rozumiem o co chodzi przeciwnikom. Że pogańskie... Termin Świąt Bożego Narodzenia też jest jak najbardziej pogański [starożytne święto Słońca z 25 grudnia], Sylwester odgania demony [stąd potrzebny huk i głośna muzyka]. Że komercyjne? Wróćmy do Bożego Narodzenia, jakoś nikomu nie wpada do głowy, żeby zaniechać obchodzenia tego święta z powodu wszechobecnej MEGA komercji. Że dynie nie pasują do naszej kultury? No więc proszę Państwa... 60 lat wstecz, Polska, wieś Koryczany, w dzisiejszym województwie śląskim, w gminie Żarnowiec, wieś w której przed wojną urodzili się moi dziadkowie, a mój tata 60 - 50 lat temu spędzał tam wakacje. Właśnie wtedy w Koryczanach uprawiano dynie, i chociaż nikt nie słyszał o żadnym "halołin", w okolicach Wszystkich Świętych wycinano z dyni twarze, wkładano w nie świeczki i stawiano przed domem. Żadna tam amerykańska tradycja.

źródło: virginiaplaces.org
Dynia w Halloween, także wzięła się z Samhain, tyle że Celtowie używali rzepy, którą przygotowywali dokładnie w taki sam sposób, jak my dzisiaj dynie. Tylko co ta rzepa oznaczała? Ogień przede wszystkim wziął się stąd, że Samhain było nocą rozpoczynającą okres zimna i chłodu, dodatkowo zawsze nas chronił przed duchami, zmorami i złem, z tego samego powodu stawiamy znicze na grobach [co ciekawe w kulturze rzymskokatolickiej piekło jest ogniem... ]. Istnieje także bardzo stara legenda [jak to legendy], o włóczędze Jacku, który chociaż był pijakiem, to jednak bardzo cwanym. Przechytrzył on diabła, którego spotkał na drodze, przekonując go do wejścia na drzewo, a później wycinając w korze symbol krzyża, przez co diabeł nie mógł zejść. Gdy Jack umarł nie przyjęto go do nieba, przez jego liczne grzechy, niestety nie chciano go wpuścić także do piekła, ze względu na przygodę z diabłem. Wtedy ten podarował Jackowi znicz umieszczony w wydrążonej rzepie, by mógł oświetlać sobie drogę w tułaczce po wiecznych ciemnościach. Czasem można spotkać nazwę Jack-o-lantern - to właśnie zwyczaj ustawiania dyń koło domów. Można by sądzić, że dynia nie symbolizuje dusz zmarłych [jak podają niektóre źródła], a raczej dusze zmarłych błąkających się między niebem, a piekłem. Na szczęście katolicyzm wymyślił im czyściec.

źródło: torontoist.com
Coraz częściej od przeciwników słyszę też [edukuje się społeczeństwo], że przecież Słowianie mają Dziady, więc po co nam ta komercja. Niestety to jednak nie irlandzkie święto wyparło ten piękny obrzęd, tylko wytępiło go chrześcijaństwo [a szkoda]. Obchodzone w tą samą noc co Samhain [Dziady obchodzi się również na wiosnę] - dusze należało ugościć pokarmem, zapalano im także ogniska na rozstajach, tak aby mogły trafić do bliskich. Zadaniem ognia było także uniemożliwienie wyjścia upiorom, czyli duszom samobójców, oraz osób, które umarły śmiercią nagłą. Na pocieszenie dodam, że na wschodzie Polski, na Białorusi, Ukrainie, a także części Rosji, kultywowana jest tradycja wynoszenia jedzenia na groby zmarłych. Coraz częstsze są też ruchy neopogańskie, które obchodzą słowiańskie święta.

jedzenie dla zmarłych oraz maski symbolizujące duchy zmarłych, źródło: wikipedia.org

Rodzicom, których dzieci bardzo chcą się przebrać w wigilię Wszystkich Świętych, a którzy nie są z popularności tego święta za bardzo zadowoleni, proponuję usiąść z dzieckiem przy stole, wyciąć wspólnie dynię [a badania nowe donoszą, że dzieci mają problem z czynnościami wymagającymi manualnych zdolności], i porozmawiać o genezie Halloween, o różnicy między Wszystkich Świętych, a Świętem Zmarłych, o tym po co zapalamy znicze, a ze starszymi nawet o tym czym jest śmierć. Dla dziecka same korzyści, dla rodzica tym bardziej.


margonem-fansite.pl


Dla wielbicieli ciekawych świąt, zabawy i tequilli, proponuję Dia de los Muertos - meksykańskie Święto Zmarłych, które czci pozagrobowe życie zmarłych. Jego tradycje sięgają 3000 lat wstecz oraz kultury m.in. Azteków i Majów. Od Halloween rozróżnia je brak elementu grozy, za to jest to czas hucznych zabaw, gdyż dusze bliskich są wśród nas, spożywają z nami, bawią się z rodzinami. Ciekawych tego obrzędu zapraszam do Pragi, bowiem to europejskie miasto, przyjęło Dia de los Muertos, jak Pekin Halloween. Jednym z bardziej interesujących gadżetów  tego święta, jest czaszka z cukru nasączona tequillą.

źródło: gothamist.com
Przeciwnikom, których przekonać się nie da, polecam zupę z dyni.
przepis z zajadamy.blox.pl
składniki:
  • 75dkg do 1 kg dyni - jędrny miąższ i pomarańczowe farfocle
  • 2 litry wywaru z kury (może być z kostki)
  • łyżeczka nasion kolendry
  • 2 listki laurowe
  • pół papryczki chili
  • 4-5 ziarenek ziela angielskiego
  • śmietana 18% (do zupy)
  • ew. pieprz i imbir
  • sok z połówki cytryny
  • 2 łyżki cukru
Z farfocli dynnych wybieramy pestki (to chyba najtrudniejsze zadanie w tym przepisie). Pestek nie wyrzucajmy - można je przecież podsuszyć i zjeść. Farfocle bez pestek i jędrny miąższ kroimy na kawałki i wrzucamy do gotującego się wywaru, dodajemy cukier, kolendrę, papryczkę (bez pestek), ziele angielskie i gotujemy ok. 30 - 45 minut.Przed końcem gotowania, jeśli ktoś lubi, możemy wrzucić posiekany imbir (ja wrzucałem już do talerzy bo nie wszyscy z zajadających chcieli).Po ugotowaniu możemy, jak to bywa w większości przepisów, zmiksować, przetrzeć czy zrobić cokolwiek żeby otrzymać zupę-krem, ale ja polecam przelać wywar na metalowe sitko, rozgnieść to co zostanie na sitku widelcem i wrzucić rozgniecione z powrotem do zupy gdyż małe słodkawe kawałki dyni fajnie smakują z ostro-kwaskowatą zupą. Po rozgnieceniu pogotujmy wywar jeszcze trochę i gotowe. Można rzec : gotowanie zupy z dyni mamy z dyni :). Jeszcze tylko przelejmy do talerzy, zabielmy śmietaną, dodajmy ew. trochę pieprzu i imbiru i można się zajadać.Prawdziwa październikowa zupa :)

www.rondelek.pl



Halloween jest tradycją - nie komercyjnym wymysłem. Możliwe, że nie naszą, ale co złego jest we włączaniu w naszą przestrzeń ciekawych obrzędów?

1 komentarz:

Piotr pisze...

Bardzo fajnie i krótko wytłumaczona geneza Halloween, co do wycinania z dziećmi dyni to także tańsze i bezpieczniejsze niż bieganie przebranym po domach :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...