Przejdź do głównej zawartości

Polish Big Apple.

Siedząc ostatnio na dworcu Warszawa Centralna myślałam sobie czym jest Warszawa? Miastem pozbawionym tożsamości? Miastem pięknym przed wojną, totalnie zburzonym w czasie wojny, po wojnie odbudowanym przez cały Naród [za co chwała Narodowi], miastem współcześnie wykorzystywanym do zdobycia pracy, mieszkania, życia jakiegoś na poziomie, żeby potem podatek wysłać do swojej małej gminy gdzieś tam w Polsce [ale to też dobrze, bo wtedy małe gminy pozbawione tych młodych przedsiębiorczych ludzi, mają jakiś pożytek z wykształcenia ich za pieniądze gminne i powiatowe], a do tego jeszcze ponarzekać jaka to Warszawa jest beznadziejna.
Z peronu I odjechał pociąg do Kijowa.
Miastem demolowanym przez niezadowolonych górników. Miastem - delikatnie mówiąc - nieuporządkowanym architektonicznie.
Z peronu III odjechał pociąg do Berlina.
Na ten sam peron wjechał mój nowy, piętrowy, klimatyzowany, czysty pociąg. Byłam w Warszawie! Mojej pięknej, młodej, dużej, wielkomiejskiej Warszawie. W moim Polish Big Apple - w którym poruszam się metrem, w którym mieszka cała Polska i trochę świata. W którym przez ostatnie 20 lat wyrosły Warsaw Trade Tower, Rondo1, Warsaw Financial Center, InterContinental Warszawa i jeszcze trochę wieżowców. Nie zagłębiając się dzisiaj w kulturę, dużą liczbę kameralnych knajpek, galerii etc. uważam, że Warszawa powinna mieć coraz więcej wieżowców, na wzór Nowego Jorku, a co tam! Bo to jest tożsamość naszej stolicy - wielkomiejskość.
                                            fot:  darecky www.sky.s64.pl
BTW miałam pisać o wieżowcach, zwłaszcza o jednym, zapędziłam się jednak. Musi powstać drugi post.
2 komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opuszczony szpital dziecięcy OMEGA. Jerozolimskie 57

Aleje Jerozolimskie 57 to wyjątkowy adres na mapie Warszawy.
Kamienica wybudowana w 1912 roku wg projektu Artura Gurneya, przez ponad 40 lat mieściła urazowy szpital dziecięcy zwany Omegą. W listopadzie 2003 roku ostatni biały personel został zwolniony.
Kilka lat stała pusta, żeby w końcu przejęli ją artyści. Wnętrza po salach operacyjnych i pokojach szpitalnych, zamieniły się w pracownie - architektów, fryzjerów, projektantów i fotografów.




Plakaty PRL dobrem całego Narodu.

Propaganda Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej to bardzo ważny aspekt tego systemu, zaś najważniejsza rola w jej szerzeniu należy bezsprzecznie do plakatu. Jest on sam w sobie dziedziną sztuki, a plakat peerelowski to chyba jeden z ciekawszych rodzajów tejże sztuki.  Można go podzielić na wiele kategorii, ja przedstawię te - z mojego punktu widzenia - najbardziej warte uwagi.

1. Nawołujące społeczeństwo do wzmożonej pracy na rzecz uprzemysławiania kraju w ramach kolejnych planów i przekraczania norm.


Moda w PRL.

Wyobraźmy sobie: nie ma H&M, galerii handlowych, outletów, nawet lumpeksów! Blogów szafiarskich, allegro [w ogóle nie ma internetu, umówmy się], Fashion TV [w ogóle nie ma telewizji, umówmy się], kolorowych pism kobiecych poza Przyjaciółką. Jest jednak Łucznik [maszyna do szycia dla niewtajemniczonych]. Cóż z tego jednak skoro nie ma zbyt dużego wyboru tkanin?
Tak było jeszcze 20 lat temu. I ktoś może się w tym miejscu pokusić o refleksję, że moda nie miała znaczenia, bo ludzie martwili się raczej brakiem wolności i mięsa. Jestem jednak kobietą i nikt mi tego nie wmówi :) A zdjęcia utwierdzają mnie w przekonaniu, że jakimś cudem w tamtej "epoce" nasi rodzice ubierali się... różnorodnie.
Przez to, że o ciuch łatwo nie było, widać w tych strojach wyobraźnię i kreatywność.

Moda PRL to kapelusze:



Intensywne kolory [tylko dobrych zdjęć pokazujących tę intensywność brakuje]: