Przejdź do głównej zawartości

Pasaż Śródmiejski.

Ściana Wschodnia w Warszawie to cudowna kreacja architektoniczna Polski Ludowej [projektu Zbigniewa Karpińskiego]. Rotunda, Domy Centrum, Sezam, 3 wysokie punktowce [mieszkać na ostatnim piętrze jednego z nich to moje marzenie!] oraz Pasaż Śródmiejski [naszemu pokoleniu znany jako Pasaż Wiecha]. I ten Pasaż właśnie nie daje mi spokoju. Wywiad w Stołecznej z 6-7 lutego z Jarosławem Trybusiem - historykiem sztuki - zmotywował mnie do opisania tegoż deptaka. I jego wad.
My Polacy [no bo nie powiem warszawiacy, jako że uznaję, że stolica kraju należy do całego kraju] - jako urodzeni esteci - remontujemy, rewitalizujemy, burzymy - żeby stare było piękniejsze i zadbane, albo wręcz od początku nowe. Im coś jest starsze tym rewitalizacja tego nam lepiej wychodzi. Krakowskie Przedmieście - bardzo udane, kościół Wizytek - nie wymaga mojego komentarza, Stare Miasto - budowane od podstaw, kameralne, dzięki temu, że nie pełni funkcji centrum miasta, jest chyba najbardziej urokliwe w Polsce.
Wzięliśmy się jednak ze rewitalizowanie [w niektórych przypadkach oznacza to remont, zaś w innych rozbiórkę] tworów PRL - bardzo dobrych, modernistycznych projektów w fatalnym wykonaniu, często przy użyciu zbyt tanich materiałów - takie to były czasy.
Czemu jednak XVII oraz XVIII wiek cieszy się u nas takim szacunkiem, że staramy się wiernie, z dużą dbałością o szczegóły, odrestaurować zabytki z tego okresu, a modernizm powojenny usiłujemy poprawiać? Należy poprawić wykonanie, ale po co zmieniać? Zwłaszcza, że to zmienianie nam nie idzie.
Zaczęło się od przywrócenia świetności Supersamowi - zburzono go, pozostawiono obskurny szkielet, który straszy za płotem do dzisiaj, po czym konkurs wygrała jakaś nudna bryła, której i tak jeszcze nie ma.
Potem pojawił się doskonały pomysł na odnowienie Centralnej. PKP wyda 20 mln PLN na lifting, żeby potem dworzec zburzyć i postawić biurowiec.
Teraz chcą zburzyć Rotundę, żeby postawić w tym samym miejscu coś okrągłego o tych samych gabarytach, tylko z jadłodajnią w środku. Bo w tych samych gabarytach restauracja się nie zmieści. Do tego projekt to banał. Ludzie! Mamy 2010 rok, a nie 1997 - lud nie będzie się jarał szklanymi ścianami i bułką w środku. Od tej pory mieszkańcy Warszawy będą się umawiać pod bułką, nie pod Rotundą...No i gdzie charakterystyczna korona?
Obeliks mawiał: "Ale głupi ci Rzymianie!"
Wydawałoby się, że porażka odnowy Pasażu Wiecha czegoś nas nauczyła.
Był obrzydliwy, śmierdzący i brudny. Głównymi użytkownikami byli narkomani, bezdomni i gołębie. Ale to w latach 90. Wcześniej Pasaż Wiecha był prawdziwym pasażem śródmiejskim.
 
 

 źródło: http://wczorajidzis.blogspot.com/2009/09/centrum70-cz2.html
Dębowe ławki, klomby pełne kwiatów, aluminiowe słupki i ten nowoczesny dach! I tłum ludzi. Salon stolicy. Ktoś to po 90 roku zaniedbał... 
Jak rozumiem jedynym rozwiązaniem było 'wywalenie' wszystkiego. Naruszonych zębem czasu płyt chodnikowych nie dało się naprawić, ale ławek i klombów? I tego pięknego ażurowego daszku?
Pasaż Wiecha po remoncie wygląda pięknie.
 źródło: gazeta.pl

Bluszcz na ścianie Galerii Centrum to bardzo dobry pomysł. Duże płyty ze strzegomskiego granitu nadają deptakowi wielkomiejskiego i eleganckiego charakteru. Są nowe ławeczki, również drewniane - tylko troszkę ich mniej niż w 1969 roku [kiedy to Pasaż powstał]. Przede wszystkim jednak jest czysto. I to tyle zalet. Za 6 milionów złotych!
7 tonowe białe słupy, początkowo posiadały funkcję oświetleniową, jednak nakazano je gasić w nocy [!!!], ponieważ pracownia MAAS - odpowiedzialna za projekt, zapomniała, że w Pasażu mieszkają ludzie, a jej genialny, nowoczesny pomysł, świecił prosto w ich okna. Oznacza to, że latarnie mogłyby być o połowę niższe [i tańsze] bo i tak działają tylko światła "środkowe". Strzegomski granit posypał się po miesiącu, gdyż wychwalane innowacyjne rozwiązanie 'antykałużowe' pozostało na papierze. Chodziło o to, żeby płyty położyć na kratownicy i nie robić studzienek. Na szczęście przed remontem ktoś uświadomił architektom, że czasem po pasażu przejeżdżają samochody [dostawy do sklepów itp.] - czego płyty na rusztowaniu nie wytrzymałyby [choć i tak nie wytrzymały]. Trzeba je było wymienić...
MAAS w swym projekcie zapomniał po raz drugi o mieszkańcach i wymyślił sobie daszek - na wysokości VI piętra, tak żeby scalić przestrzeń handlową. Tylko z czym? Z blokami mieszkalnymi? Po co? Koncepcja może i słuszna, żeby z Pasażu w centrum miasta 'wykurzyć' mieszkańców i żeby powstały tam biura, ale Warszawa dalej jest Warszawą, mieszkań brakuje, a prawo jest prawem. Skoro tam mieszkają to nie można ich zamykać w szklanych klatkach. Daszek nie powstał. [Słupy miały podtrzymywać ten daszek].
Najgorsze jest jednak, że dzięki, moim zdaniem, nieudanemu projektowi, Pasaż Wiecha nigdy nie stanie się salonem stolicy, tylko będzie [i jest] chodnikiem z ładnym bluszczem [i od niedawna z tandetnymi gwiazdkami z nazwiskami gwiazd nie mających z Warszawą nic wspólnego, i do tego będących reklamą cyfrowej platformy, jednej z trzech]. I niestety niczym więcej. Poza ławeczkami w zakamarkach, z których dalej ochoczo korzystają narkomani, nie ma gdzie usiąść. Poniekąd słusznie, bo i tak nie da się tam wytrzymać. Architekci nie uznali wiedzy Karpińskiego, a co za tym idzie nie skorzystali z niej. Pergole, ławeczki, klomby, daszki - one nie były tylko w celach dekoracyjnych. Po usunięciu tego wszystkiego powstał długi korytarz, otwarty z dwóch stron, poprzecinany uliczkami, przestrzennie czysty. Miejsce, w którym tworzą się ogromne przeciągi, bo wiatr nie ma żadnych przeszkód.
Może jednak czas uznać geniusz naszych modernistycznych architektów. Może czas zacząć odnawiać, a nie zmieniać, na podobno bardziej funckcjonalne. Warszawa Powiśle się udała, znaczy można. Pasaż Wiecha to bubel, a za 6 milionów można było przywrócić mu dawną świetność. 
 
Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Opuszczony szpital dziecięcy OMEGA. Jerozolimskie 57

Aleje Jerozolimskie 57 to wyjątkowy adres na mapie Warszawy.
Kamienica wybudowana w 1912 roku wg projektu Artura Gurneya, przez ponad 40 lat mieściła urazowy szpital dziecięcy zwany Omegą. W listopadzie 2003 roku ostatni biały personel został zwolniony.
Kilka lat stała pusta, żeby w końcu przejęli ją artyści. Wnętrza po salach operacyjnych i pokojach szpitalnych, zamieniły się w pracownie - architektów, fryzjerów, projektantów i fotografów.




Plakaty PRL dobrem całego Narodu.

Propaganda Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej to bardzo ważny aspekt tego systemu, zaś najważniejsza rola w jej szerzeniu należy bezsprzecznie do plakatu. Jest on sam w sobie dziedziną sztuki, a plakat peerelowski to chyba jeden z ciekawszych rodzajów tejże sztuki.  Można go podzielić na wiele kategorii, ja przedstawię te - z mojego punktu widzenia - najbardziej warte uwagi.

1. Nawołujące społeczeństwo do wzmożonej pracy na rzecz uprzemysławiania kraju w ramach kolejnych planów i przekraczania norm.


Moda w PRL.

Wyobraźmy sobie: nie ma H&M, galerii handlowych, outletów, nawet lumpeksów! Blogów szafiarskich, allegro [w ogóle nie ma internetu, umówmy się], Fashion TV [w ogóle nie ma telewizji, umówmy się], kolorowych pism kobiecych poza Przyjaciółką. Jest jednak Łucznik [maszyna do szycia dla niewtajemniczonych]. Cóż z tego jednak skoro nie ma zbyt dużego wyboru tkanin?
Tak było jeszcze 20 lat temu. I ktoś może się w tym miejscu pokusić o refleksję, że moda nie miała znaczenia, bo ludzie martwili się raczej brakiem wolności i mięsa. Jestem jednak kobietą i nikt mi tego nie wmówi :) A zdjęcia utwierdzają mnie w przekonaniu, że jakimś cudem w tamtej "epoce" nasi rodzice ubierali się... różnorodnie.
Przez to, że o ciuch łatwo nie było, widać w tych strojach wyobraźnię i kreatywność.

Moda PRL to kapelusze:



Intensywne kolory [tylko dobrych zdjęć pokazujących tę intensywność brakuje]: