Przejdź do głównej zawartości

Katowice.

Kojarzą się ze Spodkiem oraz z kopalniami [najbardziej mnie raduje kopalnia o nazwie Szczęście Luizy]. Odwiedziłam ostatnio to jedyne w Polsce miasto, które po śmierci Stalina ze względów ideologicznych, zmieniło nazwę [Stalinogród - tak! Są w tym kraju ludzie, którzy urodzili się w Stalinogrodzie, ciekawe co mają wpisane w dowodach...] i spodobało mi się. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to szeroko pojęta mieszkaniówka. Spółdzielnia mieszkaniowa Piast wybudowała w ostatnim dwudziestoleciu, moim zdaniem, architektoniczne cuda:



Są to budynki typu "kukurydz", nazwa piękna jak same obiekty! Te najwyższe mają 25 kondygnacji. To naprawdę w polskiej mieszkaniówce bardzo dużo. Te niższe [17 kondygnacji] są nowsze. Niestety moje, doświadczone pracą w agencji nieruchomości, oko zauważyło masakrę budowlaną. Tak to jest w większości przypadków jak za inwestycje biorą się spółdzielnie mieszkaniowe. Na balkonach w nowszych blokach widać strukturę cegieł, co skończy się odpadnięciem tynków [co jest widoczne w starszych] [już nie mówię o odpływach z zamkniętych balkonów - zwykłe plastikowe rurki wystające poza granicę balkonów - rzeźnia!]. Więc jeżeli chcecie je obejrzeć, to pojedźcie tam na wszelki wypadek teraz [najlepiej tramwajem kursującym między Chorzowem, a Katowicami].
Poza ciekawymi blokami, Katowiczanie zamieszkują także stare, PIĘKNE, zaniedbane kamienice, których wnętrza są tak magiczne, że aż zaryzykowaliśmy z przyjacielem Markiem [któremu dziękuję za część zdjęć], spotkanie z miejscowym elementem.


Wiem, jak to wygląda...Ale doceńcie! Schody [pewnie dębowe], na żelaznej, ażurowej konstrukcji, okrągłe okno na klatce...cudo. Tylko koszt remontu to pewnie ok. 15 mln...
Poza mieszkaniówką, moją uwagę zwróciły vlepki i szablony, a raczej ich absolutny brak! [Są za to hasła szprejowe, o chorzowianinach przypuszczam, "pieruńskie hanysy" - ma to swój urok.] Po długich poszukiwaniach znalazłam!


I takie mam podejrzenie jeżeli chodzi o katowickie vlepki i szablony, że porządni to ludzie, i po prostu mają ścianę - taki vlepka point - żeby nie zaśmiecać miasta. No bo jak wytłumaczyć, ze w całym mieście nie ma vlepek, a tu nagle koło sklepu:


Zwracam uwagę na ścianę prostopadłą do tej interesującej nas! Bardzo ładna.
No i jeszcze coś o Katowicach. Kojarzą się w Polsce pozaśląskowej, z szarością, kopalniami i smogiem. A tu figa! :) Deptak jaki ma każde miasto tutaj ratuje wizerunek tego miasta...


To naprawdę robi wrażenie. Jednak smutek budzą tuje w areszcie...


Ale przynajmniej pomalowane na zielono, a nie jakiś tam ponurakowy kolor!
No i tyle zdążyłam spostrzec przez kilka godzin.
Jeszcze dwie ważne turystyczne informacje:
  • Przystanek koło Spodka wbrew logice nie nazywa się Spodek tylko Katowice - Rondo - faktycznie, jest tam jedno z wielu rond w Katowicach.
  • Kawiarnia Kryształowa, peerelowa perełka [zdjęcia z wnętrza: http://www.ossa.ownlog.com/2,2008,archiwum.html 7 lutego 2008], w klimacie jakiego na próźno poszukuję w Warszawie, niestety została zamknięta. Bo:

 Sprawa jest powazna, chodzi o cała kamienicę. Nie mniej jednak napis na kawiarni w takim klimacie, wypisany czerwonym flamastrem, ujął nas.

O. Tyle wiem o tym mieście. Byłam tam krótko. Ale naprawdę wydaje się być fajne. I moim subiektywnym zdaniem ładne. Przekonuje mnie do niego ilość zabytkowych kamienic, które są po prostu niesamowite!

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Opuszczony szpital dziecięcy OMEGA. Jerozolimskie 57

Aleje Jerozolimskie 57 to wyjątkowy adres na mapie Warszawy.
Kamienica wybudowana w 1912 roku wg projektu Artura Gurneya, przez ponad 40 lat mieściła urazowy szpital dziecięcy zwany Omegą. W listopadzie 2003 roku ostatni biały personel został zwolniony.
Kilka lat stała pusta, żeby w końcu przejęli ją artyści. Wnętrza po salach operacyjnych i pokojach szpitalnych, zamieniły się w pracownie - architektów, fryzjerów, projektantów i fotografów.




Plakaty PRL dobrem całego Narodu.

Propaganda Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej to bardzo ważny aspekt tego systemu, zaś najważniejsza rola w jej szerzeniu należy bezsprzecznie do plakatu. Jest on sam w sobie dziedziną sztuki, a plakat peerelowski to chyba jeden z ciekawszych rodzajów tejże sztuki.  Można go podzielić na wiele kategorii, ja przedstawię te - z mojego punktu widzenia - najbardziej warte uwagi.

1. Nawołujące społeczeństwo do wzmożonej pracy na rzecz uprzemysławiania kraju w ramach kolejnych planów i przekraczania norm.


Moda w PRL.

Wyobraźmy sobie: nie ma H&M, galerii handlowych, outletów, nawet lumpeksów! Blogów szafiarskich, allegro [w ogóle nie ma internetu, umówmy się], Fashion TV [w ogóle nie ma telewizji, umówmy się], kolorowych pism kobiecych poza Przyjaciółką. Jest jednak Łucznik [maszyna do szycia dla niewtajemniczonych]. Cóż z tego jednak skoro nie ma zbyt dużego wyboru tkanin?
Tak było jeszcze 20 lat temu. I ktoś może się w tym miejscu pokusić o refleksję, że moda nie miała znaczenia, bo ludzie martwili się raczej brakiem wolności i mięsa. Jestem jednak kobietą i nikt mi tego nie wmówi :) A zdjęcia utwierdzają mnie w przekonaniu, że jakimś cudem w tamtej "epoce" nasi rodzice ubierali się... różnorodnie.
Przez to, że o ciuch łatwo nie było, widać w tych strojach wyobraźnię i kreatywność.

Moda PRL to kapelusze:



Intensywne kolory [tylko dobrych zdjęć pokazujących tę intensywność brakuje]: