20091012

Super Supersam.

Z Supersamem łączy mnie więź emocjonalna. Jako szkrab pamiętam dłuuuugą kolejkę po wózki - ale same wózki wtedy to był już hajlajf - która była absolutną atrakcją, bo nad kolejką wisiał telewizor z kamerą i mogłam siebie oglądać w telewizji. Po sklepie chodziłam z głową do góry bo nie potrafiłam skumać o co chodzi z tym sufitem. Był co najmniej dziwny.


                                                                         zdjęcie: "Stolica" z 10 czerwca 1962 

Przede wszystkim jednak Frykas - bar kawowy i samoobsługowy, tutaj nie potrafiłam zrozumieć czemu wszystkie noże mają ścięte czubki, ale tata jakoś mi wyjaśnił ten absurd. Jako dziecko zafascynowane pierwszym McDonaldem na Świętokrzyskiej, nie kryłam oburzenia gdy amerykański fast-food wchodził na miejsce mojego Frykasa. Miał klimat.


                                                          zdjęcie: "Stolica" z 10 czerwca 1962 

                                                                                                żródło: sztuka.net


Budynek Supersamu zaprojektowali Jerzy Hryniewiecki, Maciej Krasiński i Ewa Krasińska. Dla mnie jest to najwybitniejszy zrealizowany projekt drugiej połowy XX wieku w Warszawie, a może nawet i w kraju. Zwolennicy uważają, że był piękny, ciekawy, oryginalny, inny... Jego fenomen polega jednak na skomplikowanej konstrukcji - którą doceniło jury Biennale Architektury w São Paulo w 1962 roku! [powtórzę: jakaś tam polska spółdzielnia miała budynek nagrodzony na Biennale w São Paulo, ale go zburzyła bo był stary!!! ] Doskonale tę konstrukcję opisał Paweł Giergoń na sztuka.net, więc pozwolę go sobie zacytować:

Unikalny i błyskotliwy pomysł konstrukcyjny zastosowany w projekcie dachu Supersamu polegał na tym, że stalowe, ważące 100 ton (!) elementy łuków konstrukcyjnych przykrycia dachowego, które swoim ciężarem rozpierały betonową konstrukcję pawilonu, były jednocześnie ściskane od spodu i wynoszone do góry przez zastosowanie supermocnych, kablobetonowych lin ściągających, zakotwiczonych na dwóch skrajnych "ścianach" konstrukcyjnych pawilonu. Zabieg ten pozwolił na osiągnięcie dużej oszczędności przestrzeni przeznaczonej na handel i konsumpcję.

Warto przy tej okazji wspomnieć, że budynek nie miał jednolitych, zewnętrznych ścian nośnych!! "Ściany" wschodnia i zachodnia to w rzeczywistości prefabrykowane filary, na których oparte zostały stalowe łuki konstrukcyjne przykrycia dachowego. Powierzchnie między filarami wypełnione zostały taflami szkła.

Jeszcze ciekawsza była reprezentacyjna, parawanowa "ściana" południowa pawilonu, gdzie zastosowano olbrzymie, wiszące ekrany aluminiowe, mające ograniczyć dopływ promieni słonecznych do wnętrza. Nie było tu mowy o jakimkolwiek dźwiganiu konstrukcji budynku.

To właśnie ta lekkość i finezja konstrukcji Supersamu była jego największym atutem. Jeżeli uświadomimy sobie ponadto, że sala sprzedażowa była drugą co do wielkości powierzchnią niepodpartą w Warszawie (po Sali Kongresowej PKiN) to okaże się, że projektanci budynku dokonali wówczas rzeczy niezwykłej.





Do tej pory trudno mi uwierzyć, że pozwoliliśmy na zburzenie tego budynku. Aluminiowe żaluzje na południowej ścianie dawały efekt nowoczesności, przecież teraz tak się projektuje na świecie! Teraz, a nie 50 lat temu w PRL. Spółdzielnie mają jednak swoją specyfikę, swój gust i swoje priorytety. Zazwyczaj inne niż społeczeństwo. Nawet McDonald - komercyjny wróg wszystkich antyglobalistów - wysuwał argument o wyjątkowej architekturze budynku [pewnie chodziło im o doskonałe miejsce na restaurację, ale liczy się gest], i chciał dać pieniądze żeby uratować dach.

                                                                          żródło: http://paulek.org/pierogi/files/supersam.html

20 grudnia 2006 [na gwiazdkę!] historia Supersamu dobiegła końca. Masakrę tegoż budynku obserwowałam z balkonu mojej przyjaciółki, która w tym czasie zamieszkiwała Pl. Unii Lubelskiej i naprawdę było mi smutno [popłakałam się]. Nie wierzyłam. Od trzech lat jednak widok jakiejś nędznej pozostałości po wewnętrznej ścianie przyzwyczaja mnie do faktu, że Supersamu nie ma.
Bryłapeel przypomniała mi ostatnio o tym miejscu. Nowy budynek będzie wyglądał tak:

Śliczny... I nie ma się co czepiać, że nie nawiązuje do poprzednika, bo poprzednik nie nawiązywał do stacji kolejki piaseczyńskiej, która znajdowała się tu przed wojną. Zauważam jednak nawiązanie do kamienicy samobójców, znajdującej się również na Placu Unii Lubelskiej [też dobry temat]. I tak naprawdę nie jest taki zły, nie przszkadza mi, że taki budynek będzie stał na Placu. Przeszkadza mi jednak, że kosztem czegoś bardziej wartościowego architektonicznie.


Nie mam nic do gadania. Mogę sobie tylko pomarudzić na blogu. Od trzech lat NIKT nie może nic zrobić. Poza realizacją projektu Marcina Chomickiego i Justyny Wencel. To byłoby coś!

źródło: Obieg

Nawiązanie do dachu Supersamu w obiekcie użyteczności publicznej jest doskonałym pomysłem. Marzy mi się, żeby taka wiata stanęła na przystanku obok miejsca po omawianym budynku albo już koło nowego budynku.  I żebyśmy wszysycy bardziej doceniali oryginalne konstrukcje, bo jeszcze trochę i po PRL zostaną wyłącznie bloki, które akurat nie szybko doczekają się wyburzenia.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

heh ty to masz dopiero osobowosc :)czytajac te wersy czesto mnie joker chytał PZDR. od Cygana . b
jak bys nie miała co robic chetnie bym popisał 508477306
3maj sie !

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...