Przejdź do głównej zawartości

Chopin, kitsch & souvenirs.

Człowiek poważny, taką też muzyką się zajmował, każdy wie kim był, nie będę go opisywać. Bohaterem narodowym wręcz jest. Znają go chyba wszyscy [naturalnie wszyscy poza krajem też]. Ma nawet pomnik w Szanghaju i planetoidę o swoim imieniu [3784 Chopin]. Czy ten człowiek pasuje do kiczu? Kicz jest czymś dla mas, dziełem nie największych lotów, czymś łatwym, jest w dosłownym tłumaczeniu z niemieckiego, tandetą. Kula z fruwającym w środku śniegiem jest moim zdaniem tandetą. Chopin nią nie jest. Ale ktoś wsadził Chopina do owej kuli śniegowej, aby sprzedawać ten twór jako pamiątkę z Polski.




Ja lubię takie połączenia. Różowa plastikowa lampka z popiersiem Buddy jak najbardziej jest OK [a to kicz], ale to nie jest ten sam poziom absurdu. Różowy Budda to pop-art, a Wielki Kompozytor zamknięty w małej kuli ze śniegiem to masakra. Zwłaszcza, że da się Szopena "odpoważnić", w sposób nowoczesny, fajny i bez obciachu, ale jednocześnie nie poniżając go: push the link . Swoją drogą Polsce przydałoby się trochę lepszych pamiątek. W 2007 roku konkurs studencki na nowoczesną pamiątkę z Warszawy, zorganizowany przez Biuro Promocji Miasta Stołecznego Warszawy, Fundację Bęc Zmiana oraz Wydział Wzornictwa Przemysłowego warszawskiej ASP, wygrała Maja Kaczyńska i jej uściski. I oto chodzi!




















Może PKiN oraz samochód Warszawa bardzo poważne nie są, ale syrenka warszawska to symbol stolicy! I można zrobić z tego dizajnerską rzecz użytkową. Na pamiątkę.

Cepelia też chyba wyczuła brak interesujących pamiątek.


Cepelia czeka na ciekawe pomysły. Ja też!
Fajne rzeczy można spotkać w Warsaw Point Gallery w Złotych Tarasach oraz na babarybie [tutaj też można kupić nieszczęsnego Szopena w śniegu].
2 komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opuszczony szpital dziecięcy OMEGA. Jerozolimskie 57

Aleje Jerozolimskie 57 to wyjątkowy adres na mapie Warszawy.
Kamienica wybudowana w 1912 roku wg projektu Artura Gurneya, przez ponad 40 lat mieściła urazowy szpital dziecięcy zwany Omegą. W listopadzie 2003 roku ostatni biały personel został zwolniony.
Kilka lat stała pusta, żeby w końcu przejęli ją artyści. Wnętrza po salach operacyjnych i pokojach szpitalnych, zamieniły się w pracownie - architektów, fryzjerów, projektantów i fotografów.




Plakaty PRL dobrem całego Narodu.

Propaganda Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej to bardzo ważny aspekt tego systemu, zaś najważniejsza rola w jej szerzeniu należy bezsprzecznie do plakatu. Jest on sam w sobie dziedziną sztuki, a plakat peerelowski to chyba jeden z ciekawszych rodzajów tejże sztuki.  Można go podzielić na wiele kategorii, ja przedstawię te - z mojego punktu widzenia - najbardziej warte uwagi.

1. Nawołujące społeczeństwo do wzmożonej pracy na rzecz uprzemysławiania kraju w ramach kolejnych planów i przekraczania norm.


Moda w PRL.

Wyobraźmy sobie: nie ma H&M, galerii handlowych, outletów, nawet lumpeksów! Blogów szafiarskich, allegro [w ogóle nie ma internetu, umówmy się], Fashion TV [w ogóle nie ma telewizji, umówmy się], kolorowych pism kobiecych poza Przyjaciółką. Jest jednak Łucznik [maszyna do szycia dla niewtajemniczonych]. Cóż z tego jednak skoro nie ma zbyt dużego wyboru tkanin?
Tak było jeszcze 20 lat temu. I ktoś może się w tym miejscu pokusić o refleksję, że moda nie miała znaczenia, bo ludzie martwili się raczej brakiem wolności i mięsa. Jestem jednak kobietą i nikt mi tego nie wmówi :) A zdjęcia utwierdzają mnie w przekonaniu, że jakimś cudem w tamtej "epoce" nasi rodzice ubierali się... różnorodnie.
Przez to, że o ciuch łatwo nie było, widać w tych strojach wyobraźnię i kreatywność.

Moda PRL to kapelusze:



Intensywne kolory [tylko dobrych zdjęć pokazujących tę intensywność brakuje]: